Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Emfazy Stefański. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lech Emfazy Stefański. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 lipca 2023

Alchemicy w Kobyłce

 

Kobyłka była dla członków grupy kobyłeckiej nie tylko miejscem spotkań, ale też twórczą inspiracją. U Mirona Białoszewskiego Kobyłka pojawia się w wierszu „Dwie kuźnie najpóźniejsze”, w jego prozie i reportażach, z kolei poeta Swen Czachorowski zatytułował cały cykl swoich wierszy „Sonety kobyłeckie”.

Inny „Kobyłkowicz” Lech Emfazy Stefański umieścił w Kobyłce akcję swojej młodzieżowej powieści, wydanej w 1955 roku, zatytułowanej „Alchemicy”. 

Książka opowiada o grupie dzieci z Kobyłki, które fascynują się alchemią, ale stopniowo pod wpływem nauczycieli (ze szkoły w Wołominie) i taty jednej z koleżanek, który jest chemikiem, przechodzą od tajemnych zaklęć do doświadczeń chemicznych i zakładają Kółko Miłośników Chemii. 


 

Tematyka książki nie jest przypadkowa. Lech Emfazy Stefański interesował się alchemią, parapsychologią i ezoteryką. Podobnie umieszczenie akcji w Kobyłce nie jest przypadkowe – właśnie w Kobyłce, w latach 50-tych, Lech Emfazy Stefański oraz młodzi poeci, literaci, muzycy i krytycy spotykali się, żeby dyskutować, czytać swoje utwory i stworzyć jedną z najbardziej znanych i awangardowych grup artystycznych tego okresu.

Jeśli chodzi o wątki i motywy kobyłkowskie jest ich w „Alchemikach” naprawdę sporo. 

Akcja książki dzieje się w Kobyłce, w pierwszych latach po wojnie, a dzieci bawią się w ruinach cegielni. Cegielni,jak wiadomo, było w Kobyłce kilka – najbardziej znane to cegielnie Źródnik i Dyonizy. Przed II wojną światową wschodnie okolice Warszawy, w tym Kobyłka, zwane były cegielnianym zagłębiem. "Alchemicy" kończą się szumną zapowiedzią, że w miejscu ruin cegielni powstać ma nowa fabryka.

 


 

Ciekawym wątkiem jest też elektryfikacja linii kolejowej do Warszawy. Młodzi bohaterowie „Alchemików” są świadkami stawiania przy stacji słupów elektrycznych, montowania tablicy z napisem „Kobyłka” i marzą, że w 15 minut będą mogli dojechać do Warszawy. 

Ich marzenie wkrótce się spełnia i elektryczne pociągi ruszają na linii Warszawa Wileńska – Tłuszcz. Wszyscy mieszkańcy Kobyłki podziwiają elegancką poczekalnię na stacji i wysokie perony. Dzięki temu wątkowi wiadomo, że akcja powieści rozgrywa się w 1952 roku, bo to właśnie wtedy zelektryfikowano linię kolejową.

 




Zaczerpnięte z realiów podmiejskiej zabudowy Kobyłki są też opisy domów, w których mieszkają bohaterowie powieści. Dom Grześkiewiczów z dużą oszkloną werandą przypomina mi trochę opis domu na Stefanówce, w którym wynajmował mieszkanie poeta Swen Czachorowski i gdzie odbywały się spotkania grupy kobyłeckiej. 

Natomiast dom powieściowego poety pana Zagrodzińskiego (duży, w stylu mocno eklektycznym, wyglądający jak klika różnych domów połączonych w jeden, z wieżyczką i dekoracją z kafelków dookoła okien i drzwi) jest już niewątpliwie inspirowany willą Wilhelma Lewy’ego, która przetrwała do naszych czasów i obecnie czeka na gruntowny remont.

Stefański bardzo ciekawie opisuje północną fasadę willi/domu Zagrodzińskiego:

 „…wygląda tak, jak trzy lub cztery staromiejskie kamieniczki przeniesione wprost z warszawskiego Starego Miasta, tylko trochę niższe i mniejsze”. 

Fasada willi Wilhelma Lewy’ego od ul. Belgijskiej też wygląda jakby ktoś połączył ze sobą trzy różne domki czy małe kamieniczki. 

W książce są jeszcze wspomniane inne detale tego domu i jego otoczenia: mosiężna kołatka na furtce, aleja wysadzona jałowcami, prowadząca w stronę domu, w ogrodzie kamienne rzeźby m.in.: fontanna z figurką delfina. Nie ma po nich dziś śladu, więc trudno stwierdzić czy są opisem willi Lewy’ego czy zostały wymyślone przez autora.

 


 


Willa Wilhelma Lewy'ego, widok od ul. Belgijskiej
  

Wątków kobyłkowskich jest w powieści więcej. Dzieci z „Alchemików” pasjonują się doświadczeniami chemicznymi i wzorem dawnych alchemików chcą też spróbować produkcji porcelany. Do jej wytwarzania posłuży oczywiście glinka z glinianek cegielnianych z Kobyłki. Bohaterowie plany mają ambitne i dalekosiężne: myślą o założeniu nowej fabryki porcelany pod marką „Kobyłka” z sygnaturą konika.

 


 

 

Później, powieściowe dzieciaki zabierają się za produkcję perfum. Nazwa perfum też jest lokalna - „Uśmiech Kobyłki”, zapach: gorzkie migdały. Tu trzeba dodać, że większość eksperymentów małych chemików kończy się niepowodzeniami, ale przy okazji dużo się uczą.

 


 

W „Alchemikach” pojawia się także postać innego członka grupy kobyłeckiej – Stanisława Prószyńskiego, który był muzykiem i kompozytorem. Prószyński komponuje muzykę do hymnu Koła Miłośników Chemii zatytułowanego „Alchemicy”. Jakby się uprzeć, również postać poety Zagrodzińskiego, może być luźno inspirowana Swenem Czachorowskim, poetą mieszkającym z matką w starym domu w Kobyłce.

 


 

Podsumowując, „Alchemicy” nie wzbijają się może na wyżyny literatury dziecięcej, sporo w nich nudnawej dydaktyki, ale wątki związane z Kobyłką i grupą kobyłecką są nie do przecenienia i dlatego warto pamiętać o tej książce.

piątek, 2 września 2022

Grupa kobyłecka – nie tylko Miron

Grupa kobyłecka czy inaczej Szufladowcy z Kobyłki kojarzona jest najbardziej z osobą Mirona Białoszewskiego. Tymczasem grupa skupiała wielu młodych literatów, malarzy, krytyków literackich, twórców teatralnych czy muzyków. Wśród nich m.in. Swena Czachorowskiego, Bogusława Choińskiego, Lecha Emfazego Stefańskiego, Irenę Prudil, Jerzego Grygolunasa, Stanisława Prószyńskiego, Ludwika Heringa, Ludmiłę Murawską. 

 

Ich spotkania, dyskusje, wieczory poetyckie przypadły na lata 50-te, początek lat 60-tych i miały miejsce w Kobyłce: w domu Swena Czachorowskiego oraz u Ireny Prudil i jej męża Jerzego Grygolunasa, a także w Zielonce, gdzie mieszkał Bogusław Choiński i jego żona Teresa Chabowska – Brykalska.   

 

Większość z tych postaci oraz ich artystyczne dokonania pozostają w cieniu autora „Pamiętnika z powstania warszawskiego”, choć były to osobowości oryginalne, twórcze, mogące pochwalić się ciekawym dorobkiem, wartym przypomnienia.

 

Zacznijmy od ówczesnych mieszkańców Kobyłki - Ireny Prudil i Jerzego Grygolunasa. Ona była autorką wierszy, opowiadań dla dzieci i młodzieży oraz słów do piosenek. Chyba najbardziej znana piosenka autorstwa Ireny Prudil to nastrojowy „Kot Teofil”. Ta piosenka, w wykonaniu Karela Gotta, zdobyła III nagrodę na Festiwalu w Sopocie w 1962 r. Później piosenkę włączyła do swojego repertuaru Sława Przybylska. Z kolei, Jerzy Grygolunas, dziennikarz i autor reportaży, pracował w polskim radio. Był jednym z pomysłodawców Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu.  

 

Jeżeli chodzi o postaci Swena Czachorowskiego, Bogusława Choińskiego, Lecha Emfazego Stefańskiego, Stanisława Prószyńskiego, Ludwika Heringa i Ludmiły Murawskiej –  tu z pomocą w przywracaniu pamięci o ich artystycznych dokonaniach przychodzi obecna (otwarta do 11 grudnia 2022 r.) wystawa w Muzeum Woli „Białoszewski nieosobny”. Wystawa jest poświęcona relacjom Mirona Białoszewskiego z innymi twórcami w ramach wspólnych przedsięwzięć artystycznych: Teatru na Tarczyńskiej, Teatru Osobnego oraz właśnie działalności grupy kobyłeckiej.  

https://muzeumwoli.muzeumwarszawy.pl/wp-content/uploads/sites/15/2022/06/BIALOSZEWSKI-NIEOSOBNY-kafelek-1.jpg
Plakat wystawy w Muzeum Woli


W Muzeum Woli przypomniana została postać Swena Czachorowskiego. Był on aktorem (ukończył studia  aktorskie, grał w zespole Juliusza Osterwy) i poetą, zaprzyjaźnionym z Mironem od czasów okupacji; utalentowany, wrażliwy i tragiczny (jego debiut literacki został przyćmiony przez wcześniejszy o dwa lata debiut Białoszewskiego; w latach 60-tych został ciężko pobity i do końca życia zmagał się z inwalidztwem z tego powodu). Na wystawie można zobaczyć m.in. egzemplarz poematu Czachorowskiego „Czerwony odpust”, przepisany na maszynie przez Lecha Emfazego Stefańskiego, który uratował wiersz przed unicestwieniem, zbierając strzępy rękopisu (jedynego egzemplarza), podartego przez autora w dramatycznych okolicznościach w 1953 r.  

Swen Czachorowski 1939 r. (autorstwo fot. nieznane) - fotografia prezentowana na wystawie "Białoszewski nieosobny" w Muzeum Woli


Artystą wielu talentów był również Bogusław Choiński. Tworzył fotogramy, abstrakcyjne kolaże. Ponadto, był autorem lub współautorem tekstów do wielu piosenek, przebojów lat 60 – tych, śpiewanych przez najbardziej popularnych artystów m.in.: „Pod papugami” z repertuaru Czesława Niemena, „Jedziemy autostopem”, którą śpiewała Karin Stanek, „Alabama” i „Do widzenia, Teddy” śpiewanych przez Ludmiłę Jakubczak czy „W siną dal” wykonywaną brawurowo przez Igę Cembrzyńska i Bohdana Łazukę.

 

Stanisław Prószyński był przyjacielem Mirona Białoszewskiego i Swena Czachorowskiego od czasów okupacji. Muzyk, kompozytor. Uczestniczył w spotkaniach grupy kobyłeckiej, a w późniejszym okresie komponował oprawę muzyczną do spektakli Teatru na Tarczyńskiej.


Na wystawie w Muzeum Woli wiele miejsca poświęcono też Lechowi Emfazemu Stefańskiemu. Był pisarzem, publicystą, scenarzystą, interesował się parapsychologią i hipnozą. To właśnie w jego mieszkaniu w Warszawie przy ul. Tarczyńskiej, w latach 50-tych działał awangardowy i eksperymentalny teatr, do którego teksty pisali Miron Białoszewski, Bogusław Choiński oraz sam Lech Emfazy Stefański. Stefański projektował również scenografię i rekwizyty do przedstawień wystawianych w Teatrze na Tarczyńskiej.  

Lalki ze spektaklu Teatru na Tarczyńskiej, wykonane przez Lecha Emfazego Stefańskiego 1957 r. - prezentowane na wystawie "Białoszewski nieosobny" w Muzeum Woli


Po zakończeniu działalności Teatru na Tarczyńskiej, Miron Białoszewski wraz z poetą, autorem opowiadań Ludwikiem Heringiem oraz jego siostrzenicą, malarką Ludmiłą Murawską stworzyli Teatr Osobny, oparty na założeniach umowności, skrótowości i groteski. W przedstawieniach, które wystawiane były w mieszkaniu Mirona Białoszewskiego w Warszawie, występowali często Miron i Ludmiła Murawska. Ludmiła tworzyła również scenografię do wielu spektakli. W późniejszym okresie namalowała cykl portretów sławnych postaci m.in. Jarosława Iwaszkiewicza, Józefa Czapskiego, Zofii Nałkowskiej. Jej wspomnienia zostały wydane w tomie „Wolność w łupinie orzecha”. Na wystawie "Białoszewski nieosobny" prezentowane są jej obrazy, w tym portret Mirona Białoszewskiego.